#JednoSłowo 2018

Obraz

b_250_250_16777215_00_images_Plakaty_2018_JednoSlowo_Marzec_18_03_18.jpg5 Niedziela Wielkiego Postu (rok B)

Kilka lat temu, w jednej z książek przeczytałem zdanie, które właściwie od tego czasu co jakiś czas do mnie powraca: Nasze ciało, mówi o tym, co się dzieje w naszym wnętrzu; jest ikoną – obrazem naszej duszy.To troszkę inne pokazanie prawdy o tym, że nasze ciało i nasza dusza tworzą jedno. Prawa życia, które kierują naszym ciałem możemy więc, a nawet powinniśmy w pewien sposób odnosić do naszego życia duchowego.

Słyszymy dziś o Grekach, którzy przybyli na święta Paschy do Jerozolimy. Słyszeli pewnie o Jezusie i dlatego chcą Go zobaczyć, spotkać się z Nim. Proszą o to Filipa, a ten jest tak zaskoczony, że idzie z tą prośbą do Andrzeja. Dopiero razem idą do Jezusa. Ciekawa jest odpowiedź Jezusa na prośbę Greków. Oni chcą Go zobaczyć, dosłownie spotkać się z Jego ciałem, a On dosłownie w kilku zdaniach wykłada im całe swoje posłannictwo, odkrywa przed nimi swoją duszę, swoje wnętrze, to, co Nim kieruje! On nie chce, żeby Go tylko zobaczyli, On chce się spotkać także z ich duchem, dotknąć ich serca. 

Gdy spotykam kogokolwiek, to spotykam go w jego konkretnym ciele, ale o mogę powiedzieć, że go poznałem, dopiero wtedy, gdy odkryje choć rąbek tajemnicy swojego serca. Spotykam się z jego ciałem i z jego duchem.

Gdy mówimy „ciało” to mamy na myśli, to co widzimy, czego dotykamy: mięśnie, ścięgna, różne organy wewnętrzne pokryte skórą. Ale to wszystko może funkcjonować tylko dlatego, że wewnątrz jest coś jeszcze – są nasze kości, jest nasz szkielet. Nie myślimy o tym, ale bez tego szkieletu, bez kości – nie bylibyśmy sobą! Bylibyśmy bezkształtnym workiem. Nawet trudno sobie to wyobrazić…

Nasze ciało potrzebuje szkieletu, na którym opięte są nasze mięśnie i ścięgna, który chroni nasze organy wewnętrzne (żebra chronią serce; czaszka chroni mózg).

Z drugiej strony, sam szkielet również nie może funkcjonować. Od razu kojarzy się ze śmiercią – z kostuchą. Do szkieletu trudno się przytulić.

Upraszczając: życie, miłość, spotkanie… – to wszystko jest możliwe tylko w ciele, które nosi w sobie ukryty szkielet.

Co więc nasze tak rozumiane ciało może powiedzieć o naszym wnętrzu, o naszym duchu? Co w naszym ciele jest obrazem czego w naszym życiu duchowym?

Nasz duchowy szkielet – to wszystkie normy, zasady i przykazania, które kierują mniej lub bardziej świadomie naszym życiem. Jak bez szkieletu nie da się żyć, tak nie można żyć bez norm i zasad. Człowiek nie mający zasad moralnych, jest jak bezkształtna masa ciała – po prostu odrażający.

Jak żebra chronią nasze serce, tak zasady moralne chronią nasze duchowe serce - centrum człowieczeństwa, uczuć, relacji. Tak jak czaszka chroni mózg, tak normy moralne chronią nasz umysł, nasze myśli przed atakami złego. Jak kości naszych rąk czy nóg umożliwiają nam poruszanie się, tak przykazania umożliwiają nasz duchowy rozwój.

Ale ten szkielet norm, zasad, przykazań, przepisów musi być otoczony mięśniami. A mięśnie potrzebują pokarmu, który umożliwi im wzrost. Tym pokarmem jest miłość, są relacje.

Mięśnie potrzebują także pracy, wysiłku – w przeciwnym razie zanikają. Tak samo nasz duch potrzebuje pracy, ofiary dla innych. Mięsień tylko wtedy się rozwija, rośnie, kiedy jest obciążony, prawie że zniszczony. Dlatego Jezus mówi dziś o obumieraniu ziarna, które prowadzi do wzrostu. Nie ma wysiłku, ofiary – nie będzie wzrostu.

Jest jeszcze „tłuszczyk”, który pojawia się przede wszystkim wtedy, gdy za bardzo sobie dogadzamy słodkościami. Nigdy wcześniej w historii diety człowieka nie było tyle cukrów co dzisiaj – nigdy nie było też tylu osób cierpiących na otyłość.

Ów tłuszcz to symbol naszego egoizmu, naszego dogadzania sobie. Kiedy zamiast pracować dla innych (obumierać), myślimy tylko o sobie – nasze serce obrasta tłuszczem. Trochę tego tłuszczu musi w naszym ciele być, podobnie jak nasz duch potrzebuje trochę przyjemności, odpoczynku, zadowolenia – to jest przykazana nam przez Jezusa miłość samego siebie. Ale gdy jest jej za dużo, pojawia się otyłość egoizmu.

Często Wielki Post kojarzymy wyłącznie z pracą nad swoim ciałem – spłycamy jego znaczenie do pobożnej diety. Tymczasem ta praca nad ciałem jest po to, by poruszyć naszego ducha. Nie pościmy dla samego postu, czy po to, żeby się odchudzić, ale po to, by bardziej kochać. By tłuszcz egoizmu przepalić w mięśnie miłości bliźniego.

Dlaczego? Wracamy do sceny z Ewangelii.

Ci, którzy spotykają nasze ciało, spotykają także naszego ducha. I w tym spotkaniu chcą dokładnie tego samego co Grecy z Ewangelii. Mówią: Pokaż nam Jezusa!!!

Nie chodzi tu o to, by upodobnić się ciałem do Jezusa. Raczej może być to trudne. Mogę pokazać Jezusa tym jak żyję, jak pracuję, jak kocham, jak buduję relacje… Gdy będzie to życie piękne, dobre – cnotliwe (to znaczy pielęgnujące dobro) wtedy na własne oczy będziemy mogli zobaczyć jak spełniają się w naszym życiu słowa proroctwa Jeremiasza: nie będą się musieli wzajemnie pouczać mówiąc jeden do drugiego: «Poznajcie Pana». Wszyscy bowiem od najmniejszego do największego poznają Mnie, mówi Pan, ponieważ odpuszczę im występki, a o grzechach ich nie będę już wspominał”.

Wielkopostna praca jest nie tyle po to, by zmienić swoje ciało, co po to, by radykalnej zmianie uległo moje serce. By stało się bardziej podobne do serca Jezusa.

primi sui motori con e-max